4 grudnia 2016

MIŁOŚĆ KRZYŻAKA

Kto był w Węgorzewie ten widział z pewnością tamtejszy zamek, ale mało kto wie, że czasami o północy w komnatach tegoż zamku słychać ciche wyznania miłosne, nie wiadomo przez kogo szeptane. Skąd głosy owe dochodzą o tym mówi nam legenda tak stara jak i sama budowla.
W czasach gdy na ziemiach tych rządy sprawowali krzyżacy, wielu młodych z całej Europy podsycanych opowieściami o chwale i zasłudze zakonu składało śluby ubóstwa i czystości, aby stać się Krzyżakami. Wśród tych młodzieńców był też Ulryk, wiedziony ideałami wstąpił w ich szeregi. Szybko jednak rozczarowało go życie jakże dalekie od wyobrażeń. Poznał też dziewczynę z tych stron, tak ładną, że...

3 grudnia 2016

SAMOTNA BRZOZA

legendy polskieDawno temu w Gryżynie mieszkała uboga wdowa. Największą radością jej życia był mały synek jej oczko w głowie. Nie potrafiła się na niego gniewać, ani też słusznie za przewinienia ukarać. Chłopiec dorastał więc bez poczucia winy i kary. Z biegiem czasu stawał się coraz bardziej krnąbrny i niegrzeczny. Zdarzyło się pewnego razu, że w gniewie uderzył swoją matkę w twarz, ale i tą niegodziwość matka mu darowała. Z wielkiej radości i nadziei stał się dla swojej rodzicielki coraz częstszą przyczyną troski i smutku. Kiedy chłopiec miał dziesięć lat zachorował i wkrótce umarł. Pochowano go na parafialnym cmentarzu. Już na drugi dzień zauważono, że z mogiły wysunęła się na powierzchnię blada rączka dziecka. Przerażona matka sprowadziła plebana, który odprawił mszę i poświęcił grób. Rączka dziecka zniknęła, ale na drugi dzień pojawiła się znowu. Zafrasował się pleban i powiedział:- ja już w tej sprawie nic więcej zrobić nie mogę. Widać, że mogiła skrywa jakąś tajemnicę, a dziecko najwyraźniej po śmierci spokoju zaznać nie może, bo za życia słusznej kary za popełnione winy nie otrzymało. Na te słowa matka chłopca rozpłakała się rzewnie i wyznała, że nie potrafiła ukarać dziecka, nawet wtedy, kiedy ono w gniewie podniosło na nią rękę. Słysząc to

27 listopada 2016

DĄBRÓWKA NA ŁYSEJ GÓRZE

Łysa GóraDawno, dawno temu na Łysicy i Łysej Górze stały dwie świątynie pogańskie, największe ponoć między Odrą i Wisłą. Dookoła rozciągały się ogromne bory jodłowo-bukowe. Na straży gontyn i kapłanów stały oddziały wojowników, bo świątynie te były już kilkakrotnie rabowane przez Jaćwingów. Gdy w gontynach odbywały się uroczystości pobierania miodu, z południa podążał orszak książęcy. Mieszko I wiózł do kraju Dąbrówkę, młodą księżniczkę czeską. Książę jechał na bogato przybranym koniu. Dąbrówka spoczywała w wygodnej kolasie, którą ciągnęły białe rumaki. Rycerze i duchowni towarzyszyli parze.
Zapadł wieczór. Zmęczeni podróżnicy chcieli przenocować w jednej z gontyn, ale jako obcych nie wpuszczono ich do środka. A kiedy orszak odchodził napadł nań oddziały strzegące świątyń. Wywiązała się walka. Po obu stronach było wielu rannych. Jedna strzała raniła Dąbrówkę, inna zaś utkwiła w krzyżu niesionym przez zakonnika. W tym momenci...

26 listopada 2016

TRÓJGŁOWY POTWÓR

W dawnych czasach w miejscowości pod Nowym Sączem żył potwór o wielu głowach, stąd powstała nazwa Wielogłowy.
Potwór ten wyrządzał wiele krzywd, niszczył pola, biegając po nich stąd też nazwę swą otrzymały Biegonice.
W innym miejscu doszło z nim do zwady, stąd późniejsza nazwa Zawada. Stamtąd potwór poszedł na Trzetrzewinę, która to miejscowość zawdzięcza mu swoją nazwę, gdyż popełnił tam „trzecią winę”, lecz tutaj ludzie postanowili go złapać, co nie było rzeczą łatwą. Dlatego też nastawiano na niego zapaści na górze między Trzetrzewiną, a Chełmcem, zwaną „Paścią Górą” i zdołali go złowić.
Później poprowadzono go lasem w kierunku Klęczan, gdzie

23 listopada 2016

O ŹRÓDEŁKU PRZY MURACH MIEJSKICH

Nowy SączU podnóża Baszty Krakowskiej wybijało źródełko nigdy nie zamarzającej wody tworzącej w ocembrowaniu biały osad o zapachu i smaku siarki. Na zamku sądeckim straż przy bramie pełnili młodzi, odważni rycerze. Co jakiś czas ginęli bez śladu – nikt nie mógł dojść co się z nimi stało. Szykano więc odważnego rycerza, który wyśledziłby co odciąga strażników od obrony zamku i dlaczego przepadają bez wieści.
Znalazł się taki śmiałek, uzbrojony w halabardę stanął nieopodal Baszty Kowalskiej na straży. Miał też przy sobie kredę święconą i różaniec. Kredą zakreślił wokół siebie koło, różańcem okręcił dłoń. Gdy minęła północ młody rycerz usłyszał piękne śpiewy, muzykę i wyłaniające się ze źródełka nimfy, które zapraszały go do tańca. Spostrzegł rycerz, że