OPOWIEŚĆ STAREJ SOSNY

OPOWIEŚĆ STAREJ SOSNY

Jest w Mińsku Mazowieckim nad rzeczką Srebrną ciekawy pomnik przyrody- sosna zwyczajna, a właściwie niezwykła. U podnóża jej bije małe źródełko. Jeżeli kiedyś zabłądzisz w tę stronę i spoczniesz utrudzony w cieniu starej sosny, być może usłyszysz opowieść, którą zaszumią konary...
Od lat bardzo wielu w ziemię tę wrastam, że i nie pomnę od kiedy. Widziałam rzeczy przeróżne i ciekawe, ludzi osobliwych i zdarzenia niebywałe.Najpierw dwa grody tu były Mieńsko i Sendomierz, rzeczką przedzielone. Później pożar olbrzymi je wypalił, a wojny szwedzkie miary zniszczenia dopełniły. Powstania narodowe widziałam, kolei pierwszej budowę i bombardowania okrutne, z których za zrządzeniem losu, szczęśliwie wyszłam...
Opowieść ta działa się dawno, tak dawno, że źródełko u pobrzeża wydmy, na której rosnę jeszcze wtedy nie biło. Przychodzili tutaj prawie codziennie. Ona modrooka i jasnowłosa, smukła i zgrabna, ufna i niewinna. On wysoki, postawny, o źrenicach jak węgle, urodny i drapieżny, niby sokół. Za ręce się trzymali, czułe słowa do siebie szeptali, w oczy sobie zachłannie patrzyli. Siedziała ona kiedyś oparta o mój pień i wiła wianek z łąkowych kwiatów, a on wypowiadał żarliwe słowa o miłości: -Życie bym za ciebie oddał! Tyś moją, aż do śmierci! -Dziewczyna drżała, drżenie jej pleców przenikało do mego wnętrza i dziwne ogarniać zaczęło mnie wzruszenie... A później

O ZIELARCE, KTÓRA KARKONOSZA NIE POSŁUCHAŁA

O ZIELARCE, KTÓRA KARKONOSZA NIE POSŁUCHAŁA

poczta Jelenia GóraDawno temu Duch Gór Karkonosz doglądając swoich włości napotkał na szlaku kobietę, wieku podeszłego, zbierającą lecznicze korzenie. Zapytawszy się jej czemu tak daleko od domu zaszła, powiedziała, że szuka ziela, by móc je potem sprzedać do apteki, a za pieniądze zeń uzyskane dzieciom chleb kupić. Żal mu się jej zrobiło, kazał jej wszystkie korzenie wyrzucić i napełnić worek liśćmi drzewa, które rosło nieopodal. Zrobiła tak jak powiedział, ale gdy tylko starzec odszedł od niej, wysypała liście. Zdziwiła się ogromnie, gdy po powrocie do domu na dnie wora zobaczyła dwie lśniące monety. I dopiero wówczas zrozumiała co się stało i z kim miała do czynienia. Na dnie bowiem pozostały jedynie dwa liście i te zamieniły się w złoto. Szybko wróciła w góry, aby znaleźć pozostałe monety, ale na polanie leżały tylko pożółknięte, suche liście.
Do dziś nad wejściem Poczty w Jeleniej Górze znajduje się płaskorzeźba, przedstawiająca kobietę z workiem na plecach, otoczoną dziećmi.

ŁAGIEWNIKI ŁÓDZKIE

ŁAGIEWNIKI ŁÓDZKIE

Łagiewniki pod Łodzią stanowiły niegdyś własność Jerzego Bełdowskiego. Możny pan, który posiadał jedenaście włości był człowiekiem surowym, a wręcz okrutnym. Podczas połowu karpi ze stawów należących do włodarza, ktoś ukradł wyciągnięte ryby. Winowajcę znaleziono prędko i za swój uczynek otrzymał karę chłosty. Słaby był to jednak człek więc zmarł od ran zadanych. Śmierć ta wstrząsnęła Bełdowskim i spokój mu odebrała, a niedługo potem też życie. Zostawił po sobie córkę i zięcia Samuela. W posagu dziedziczka wniosła też Łagiewniki w wianie. Samuel zaś by przebłagać niebiosa za grzechy teścia w Łagiewnikach obiecał kaplicę św. Antoniego ufundować, lecz na obietnicy jedynie pozostał i za jego życia budowla nie powstała. Zbudował zaś młyn, cieśla, który pracy doglądał widzenia dostąpił sam św. Antoni ukazał się jego oczom. Podobne widzenie miał też sam Samuel. I po tym dłużej już nie zwlekał. Na pielgrzymkę do Częstochowy się wybrał i przed obrazem Najświętszej Panienki raz jeszcze przysięgę wybudowania kaplicy złożył. A po powrocie obietnicy dotrzymał. Do miejsca tego po dziś dzień pielgrzymki przybywają, a ludzie wierzą w uzdrowicielską moc czystej wody.

DWIE MOGIŁY

DWIE MOGIŁY

Rzecz miała miejsce przed laty w gminie Skołyszyn. Pewnego lipcowego dnia sprzedawszy na jarmarku w Jaśle krowę wracał do domu jeden z mieszkańców wraz z synem. Droga przed nimi była długa. Zadowoleni z transakcji rozmawiali głośno. Kiedy przechodzili drogą obok lasu, wybiegli nagle rabusie. Była to banda znana w okolicy. Dowodził nimi okrutny człowiek, nie znający litości. Rzucili się na ojca, który bronił się dzielnie, lecz szans większych nie miał. Syn korzystając z zamieszania w lesie się schował. Schowany w gąszczu nocy doczekał i zapłakany postanowił do domu się udać, do matki i rodzeństwa, które na nich czekało. Dotarł do pierwszej chaty, gdzie historię swą opowiedział. Tam na noc też został, by dnia następnego do domu ruszyć. Kładąc się spać nie wiedział
JAK PASTOR MIASTO URATOWAŁ

JAK PASTOR MIASTO URATOWAŁ

W 1704 roku opodal Gorzowa w mieście Międzychód, zatrzymał się król szwedzki Karol XII, wojska jego były już w odwrocie i brakło żywności dla żołnierzy, konfiskowano wówczas wszelkie dobre, które udało im się zająć. Za kwaterę objął zaś plebanię pastora Baldego. Na miasto nałożono wysoką kontrybucję i mieszczanie zaczęli się burzyć. Posyłano do króla delegacje z prośbą o ugodę, ale ten był nieprzejednany. Pamiętał doskonale, że miasto wystawiło przed laty pułk piechoty do walki przeciw Karolowi Gustawowi. 
Ciemiężeni kupcy i rzemieślnicy postanowili przeciwdziałać swej ciężkiej doli. Na tajnym zebraniu uradzono, że króla szwedzkiego trzeba porwać i oddać w ręce wojsk koronnych. Młoda Kachna, której ukochany miał przewodzić bandą porywaczy, wyspowiadała się z planu pastorowi Baldemu. Uznał on, że plan jest dobry, czekać trzeba tylko momentu, gdy wojska szwedzkie po części opuszczą miasto. Ukochany zaś Kachny, dostanie za to odpust grzechów wieczysty i żyć będą   mogli razem w szczęśliwości. 
Na kilka dni przed planowanym porwaniem, mieszkańcy zobaczyli na okolicznych wzgórzach armaty zwrócone w stronę Międzychodu. Karol II dowiedział się o spisku i postanowił przeciwdziałać. Blady strach padł na mieszkańców. Pastor postanowił więc uratować miasto, poszedł do króla szwedzkiego i rozkazał ściągnąć armaty ze wzgórz, gdyż jest przez to poważnie chory na nerwicę i w razie ataku obłoży go klątwą. Szwedzi jako ewangelicy, przejęli się i armaty odwrócono od miasta. Baldy chociaż skłamał o klątwie i bardzo się tym faktem przejął, uratował miasto od zniszczenia, a mieszkańców przed niechybną śmiercią i został bohaterem.

Jednym z zabytków tego miasta jest kościół pod wezwaniem Męczeństwa św. Jana Chrzciciela z XVIw.
W tym czasie przez ponad 30 lat kościół użytkowali innowiercy.
W 1591 roku z cegły palonej zbudowano nowy, istniejący do dzisiaj kościół (obecnie część między chórem, a amboną), który spłonął w 1635 roku wraz z miastem
Wieża kościelna była dwukrotnie uszkadzana, po raz pierwszy w 1672 na skutek huraganu, drugi raz w 1706 od uderzenie pioruna.
Ciekawostką jest, że od roku 2001 na terenie gminy trwają prace nad wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego. Pierwsze próbne odwierty, zakończyły się pomyślnie :)

LEGENDA WIEŻY ZAMKOWEJ

LEGENDA WIEŻY ZAMKOWEJ

Wieża owa nadal nad oświęcimskim wzgórzu zamkowych góruje. Jest ona znacznie starsza niż reszta do dziś istniejących budowli. Pamięta ona czasy książąt oświęcimskich, świetności miasta i jego upadku. Związana jest z nią pewna historia...
                 Działo się to za czasów, kiedy ziemiami polskimi rządził król Kazimierz Jagiellończyk. Rozpoczęła się wojna z krzyżakami, która trwać miała lat trzynaście. Do króla Polskiego podążało rycerstwo z różnych stron kraju oraz wojska najemne. Do chorągwi polskich zaciągnęli się książęta oświęcimscy Janusz i Przemysław. Różne były koleje tej wojny. Po klęsce pod Chojnicami powrócili oni do swoich siedzib. Brak pieniędzy w skarbcu spowodował, że wstrzymane zostały wypłaty żołdu i część wojsk służbę porzuciła, rozpoczynając łupienie ziemi krakowskiej. Siedzibą swą obrali warownię na Górze Żebraczej i stąd swoje złodziejskie wyprawy rozpoczynali. Również i książę Janusz próbował, przy pomocy gotowych na wszystko zbirów zmusić króla, do

KAWALER MALTAŃSKI- WAWRZYNIEC POWODOWSKI

KAWALER MALTAŃSKI- WAWRZYNIEC POWODOWSKI

W kościele katedralnym w Poznaniu znajduje się grobowiec Wawrzyńca Powodowskiego. Piastował on urząd komandora maltańskiego aż do roku 1543, w którym przeniósł się do wieczności. Napis na nagrobku tym mówi: iż po śmierci przez rok cały (dziwny pobożnymi i tajemniczymi zjawieniami) z grobu wychodził i podczas mszy uroczystych 20 śpiewanych u wielkiego ołtarza z dobytym mieczem podczas ewangelii świętej między stallami prałatów i kanoników, a stallami niższego duchowieństwa widocznie stawał. Po ukończonej zaś mszy niknął. Naradziwszy się przeto prałaci i kanonicy odprawili za niego rozmaite nabożeństwa, przybrawszy postać pokorną, lichtarze wielkie z woskowymi świecami, które według ceremoniału akolici nosić powinni, trzymali w ręku sami prałaci, a w ich nieobecności kanonicy, a tak ustało na koniec owo okropne zjawisko roku 1544 dnia 26 kwietnia. Podanie dodaje jeszcze, iż takowe okazywanie się w kościele zmarłego Powodowskiego karą było za jego naśmiewanie się za życia z płonnego, jak mniemał, zwyczaju, aby kawaler maltański w czasie nabożeństwa pałasz dobywał i nim w powietrzu przed ołtarzem machał.

CZARTOWE POLE

CZARTOWE POLE

Tam gdzie teraz jest serce rezerwatu, stała kiedyś karczma, która każdej nocy życiem tętniła, jak i sama puszcza. Wieczorami okoliczni mieszkańcy schodzili się tam, by piwa kuflowego skosztować i potańcować przy skrzypeczkach. Ostatni grosz rozpustnicy potrafili w karczmie przepuścić, na co tylko ręce gospodarz zacierał. Płakały więc żony i mężom chodzić tam zabraniały. Ci przysięgali, że więcej ich noga w tym przybytku nie postanie, lecz dwa dni nie minęły, a ci znów przy kuflu opowiadali sobie historie. 
Jednego wieczoru do karczmy przyszła młoda kobieta w ciąży, znał ją każdy, bo w chacie niedaleko mieszkała, a mąż jej tu należał do stałych bywalców. Dzieci mieli trójkę, oprócz tego w drodze i nie przelewało się pod ich dachem. Dlatego też na każdej złotówce zależało jej jak na życiu, by dzieciom jedzenie za nie kupić. Przyszła więc po męża,
Copyright © 2014 Legendy Polskie , Blogger