O DZIELNYM DZIKU

O DZIELNYM DZIKU


Miasto Łęczna założone zostało w pośrodku gęstej puszczy, pełnej zwierza wszelakiego. Mieszkańcy mogli więc się cieszyć z darów lasu, lecz i wiele niedogodności przez to ich spotykało. W lasach kryli się zbójcy, którzy na podróżnych napadali, ale też zwierzęta niebiezpieczne dla podróżujących, a z nich najgroźniejsze były wilki. Jednego roku zima przyszła tak sroga, że nie tylko na tych co nieopatrznie podróżowali napadały, ale też pożywienia w zagrodach ludzkich szukały. Wykradały więc prosięta, owce i ptactwo domowe uciążliwym będąc. Kilka razy też w środku Łęcznej ludność zaatakowały. Tak być nie mogło. Zaczęły się polowania, w czasie jednego z nich przyniesiono do miasta rannego dziczka. Zbyt mały był, aby można się nim było posilić. Opatrzono więc rannego i postanowiono go utuczyć. Dzik rósł w oczach i ujmował za serca mieszkańców sztuczki różnorakie wyczyniając. Stał się więc ulubieńcem mieszkańców. Pewnej nocy, gdy wszyscy spali snem głębokim, pożar wybuchł w zagrodzie. Dzik, wybiegł na środek miasta i raban uczynił budząc śpiących. Pożar wnet ugaszono. Otąd dzielny dzik został bohaterem miasta i od tej pory w herbie go umieszczono, na znak wdzięczności za uratowanie dobytku i życia.


Herb miasta przedstawia czarnego dzika na czerwonym tle.
GÓRA BONY

GÓRA BONY

góra BonyWśród nieprzeniknionych puszcz i lasów pełnych dzikich zwierząt i różnego ptactwa, na wzgórzu wznoszącym się nad brzegiem Narwi koło Starej Łomży stał niegdyś warowny zamek. Król umierając zostawił ów swej żonie. Przybyła ona do Polski z dalekich krain, była podstępna i zła. Lud nie kochał królowej i zażądał, by zrzekła się władzy. Królowa rozgniewała się za to bardzo i postanowiła wrócić do swego kraju za siedem gór i siedem rzek. Gdy najstarsza córka nie chciała wracać razem z nią, wyklęła ją oraz zamek, który zapadł się pod ziemię ze wszystkimi swoimi skarbami. Nikt nie mógł odrzucić kamienia, który leżał przy wejściu do podziemia. Strzegły go złe moce, którymi władała królowa. Pewnego razu młody, szlachetny rycerz, który wiele słyszał o zamku i królewnie z opowieści postanowił ją oswobodzić. Nie pragnął bogactw i dzięki czystemu sercu zdołał odrzucić kamień i wszedł do lochów. Znalazł śpiącą królewnę, wyniósł ją i złożył na wonnej trawie. Królewna ożyła i z wdzięcznością spojrzała na swego wybawcę. Lecz młodzianowi
MNICH NAD MORSKIM OKIEM

MNICH NAD MORSKIM OKIEM

Morskie Oko
Wysoko w Tatrach w Czerwonym Klasztorze żył mnich, który nosił imię Cyprian. Mnich modlił się żarliwie na ośnieżone szczyty spoglądając i marzył by wzbić się wysoko ponad ich wierzchołki. Razu pewnego maszynę więc zbudował, która miała mu w tym pomóc. W przed dzień lotu sen miał niezwykły, śniła mu się oto piękna dziewczyna, stojąca nad jeziorem i machająca do Cypriana, aby ten się zbliżył. Gdy rano obudził się w tej celi, postanowił, że poleci w miejsce ze snu, które znał doskonale.
Po porannej uczcie przeor go zawołał i rzekł: -Gdyby Pan Bóg chciał żebyśmy latali jak ptaki, to byśmy skrzydła mieli, nie postępuj wbrew woli Pana, porzuć swe zamiary, odegnaj złe moce, które Cię kuszą.
Lecz pokusa i wizja były zbyt mocne, by mnich cofnął się przed czynem. W południe usadowił się wygodnie w maszynie, którą na szczyt góry zaciągnął, uruchomił silnik i poleciał.
Leciał w kierunku Morskiego Oka. Niestety pogoda w górach zmienną jest niespodzianie. I gdy był już bardzo blisko czarne chmury otoczyły go znienacka. Już miał lądować nad brzegiem wody, gdzie diabeł pod postacią pięknej dziewczyny czekał na niego, gdy wtedy Bóg zesłał piorun, który uderzył w pyszałka. Ten rozbił się o skałę, która od tej pory MNICHem jest nazywana, ze względu na owe zdarzenie, jak i jej podobieństwo do zakonnego kaptura.

Szczyt o wysokości 2068 m. n.p.m. w dolinie Rybiego Potoku. Stanowi jeden z najbardziej charakterystycznych elementów otoczenia Morskiego Oka.
ŚW. STANISŁAW ZE SZCZEPANOWA

ŚW. STANISŁAW ZE SZCZEPANOWA

Bolesław Śmiały powróciwszy z wyprawy na Ruś rozpoczął rozpustę i gwałty, czego nie mógł ścierpieć biskup krakowski. Wyklął króla, lecz ten nie baczył na klątwy, chociaż przysięgał uroczyście zachowanie swe zmienić i posty odprawiać. Biskup razu jednego udał się do kościoła św. Michała na Skałce, co wiedząc król poszedł za nim. Wziął też król ze sobą kilku dworzan, którym kazał biskupa z kościoła wyciągnąć, lecz padli na ziemię wszyscy i ruszyć się nie mogli. Więc wściekły król sam poszedł do środka, gdzie zabił mieczem księdza. A działo się to 8 maja 1079 roku, po śmierci biskupa do jego ciała przyleciały ponoć dwa anioły, które strzegły ciała przez trzy dni, aby król nie chciał bezcześcić zwłok świętego. Gdy złożony do grobu ciało cud się stał jawny, bowiem wszystkie rozczłonkowane kawałki w jedno ciało na powrót się zrosły.
Legendy podają też jakoby z rodów dworzan, którzy z królem poszli zabić biskupa zawsze był przypadek pomieszania zmysłów.

Pochodzenie i data urodzin Stanisława nie są znane. Według tradycji uznaje się, że urodził się 26 lipca 1030 w Szczepanowie, jako syn Wielisława i Bogny.
W wyniku konfliktu z Bolesławem Szczodrym biskup, podając za przekazem Galla Anonima, został skazany na obcięcie członków za zdradę, której się dopuścił. Anonim pisząc swą Kronikę trzydzieści lat po śmierci biskupa Stanisława, przedstawił fakt zatargu między Stanisławem a Bolesławem Szczodrym, lecz nie są znane dokładne przyczyny sporu.
8 września 1253, w bazylice świętego Franciszka w Asyżu, Stanisław został kanonizowany przez papieża Innocentego IV. Uroczystość podniesienia relikwii Świętego i ogłoszenia jego kanonizacji w Polsce odbyła się 8 maja 1254 roku.
Jan Matejko przedstawił świętego na obrazie bitwa pod Grunwaldem, w chwili kiedy według Roczników Jana Długosza pojawił się on na obłoku.

O FLORIANIE SZARYM I FLORIANCE

O FLORIANIE SZARYM I FLORIANCE

Dawno temu, ale na pewno przed rokiem 1331, wracając z wyprawy na Ruś Czerwoną przybył tu Florian Szary ze swoją siostrą Janką.
         Dookoła szumiała ogromna knieja, w której było słychać porykiwania jeleni i pomrukiwania niedźwiedzi. Drużyna Floriana była już zmęczona długą wędrówką po bezdrożach, bagnach i piaskach. Rozłożono obóz pod wielkim dębem. Wówczas okazało się, że jadło, które z sobą wieźli, nie nadawało się do spożycia, gdyż żarły je już robaki.
                 Florian Szary postanowił więc zapolować na grubego zwierza. Zabrał z sobą dwóch giermków i udał się do puszczy. Długo nawet nie szukali zwierza, gdyż zobaczyli stado ogromnych, rogatych turów pasących się na łące. Kiedy zbliżali się do stada, usłyszeli potężny ryk niedźwiedzia. Tury rzuciły się do ucieczki na bagna, a rozwścieczony niedźwiedź zaatakował rycerza i giermków. Chłopcy uciekli zamiast pomagać swojemu panu. Florian Szary - odważny rycerz rozpoczął nierówną walkę z bestią. Nie wiadomo jakby się ten pojedynek zakończył, gdyż włócznia wbiła się w drzewo zamiast w cielsko niedźwiedzia i

PRZEZNACZENIE HANSA ULRYKA

PRZEZNACZENIE HANSA ULRYKA

Był rok 1634, gdy pan na zamku Chojnik Hans Ulryk Schaffgotsch uroczyście obchodził urodziny. Przy biesiadnym stole rozprawiano o plotkach i nowinach, zwłaszcza o morderstwie Wallensteina, sławnego na całą Europę wojownika. Wśród gości zebranych na owej uczcie znajdował się też Andrzej Thieme pastor z Podgórzyna, biegły w wiedzy astrologicznej. Jeden z gości zagadnął go, by ten w prezencie wywróżył jubilatowi jego horoskopu. Astrolog długo patrzył w gwieździste niebo stojąc przed zamkiem, a gdy powrócił do komnat wyrzekł, że gospodarzowi pisana jest śmierć zadana zimnym żelazem. Hans w żartach zakpił, że skoro jego czeka los taki, to ciekawe co pisane jest jagnięciu w jego oborze. –Dziś jeszcze zginie rozszarpane przez wilki- odparł niezmieszany ksiądz. W tajemnicy przed gośćmi, Hans Ulryk kazał jagnię przyrządzić na wieczerzę, podczas której przyznał się, że spłatał figla pastorowi i sam zmienił los zwierzęcia, przez co wróżby księdza niewiele są warte. Jednak wśród potraw wnoszonych na salę jagnięcia nie było. Zawezwał więc kucharza, by ten tłumaczył się z braku potrawy przed panem. Kucharz nie bez lęku wyznał swemu panu, że
LEGENDA ŻABUSI Z CIECHANOWA

LEGENDA ŻABUSI Z CIECHANOWA

Jeśli szukasz żony i przygody przyjedź do Ciechanowa.
Jak podaje legenda był w ciechanowskim zamku wrotny, człowiek, który obsługiwał wrota zamkowe podnosił i opuszczał bramę oraz most zwodzony. Miał on córkę jedynaczkę, na którą wołano Żabusia. Urodziwa to była panna i wpadała chłopakom w oko, ale serce miała kamienne, innym ludziom uwagi nie poświęcała, egoistycznie skupiona na sobie. Nikogo prócz siebie nie szanowała, nie obdarzyła jednym, dobrym słowem. Młodzież stroniła od niej, nie znajdując żadnej przyjemności w obcowaniu z zapatrzoną w siebie dziewczyną.
Znalazł się jednak chłopiec, który pokochał Żabusię i chciał się z nią ożenić. Zdołał zjednać sobie dziewczyną i zyskać wzajemność. Cud to był prawdziwy. Ale… Żabusia zapewniała ukochanego o swym uczuciu, że jest ono tak głębokie, że wyklucza posiadania ewentualnego potomstwa, które pojmowała jako przeszkodę w pielęgnacji ich wzajemnego uczucia. Sama myśl, że

WIELKI DÓŁ W ZAŁĘŻU

WIELKI DÓŁ W ZAŁĘŻU

W podjasielskim Załężu znajduje się wielki dół. Najstarsi mieszkańcy powiadają, że dawniej stał w tym miejscu kościół. Był okazały i zbudowany z grubych sosnowych belek, pokrytych gontem. Obok niego znajdowała się studzienka z cudowną wodą, leczącą rozmaite schorzenia. Odwiedzali to miejsce liczni schorowani ludzie, którzy po wypiciu kilku łyków niezwykłej wody doznawali ulgi w swym cierpieniu. I było tak przez wiele lat, aż do czasu, gdy do Załęża przybyła cyganka. Zamieszkała w opuszczonej chacie we wsi. Wróżyła dziewczętom z ręki i kart, była znachorką i znała się na ziołach.
Pomimo, że jej kuracje przynosiły zdrowie, ludzie nadal pili wodę z cudownej studni. Złościło to cygankę, ludzie mówili też, że w oczach jej jest siła tajemna i potrafi rzucać uroki. Po kilku latach źródełko obok kościoła zaczęło wysychać, próbowano je pogłębić, lecz nadaremnie. Pewnego dnia wyschło zupełnie. Wielu twierdziło, że to zasługa cyganki, która rzuciła na nie zły urok. Dziwny był też fakt, że owa znachorka nie chciała już dłużej leczyć ludzi. Coraz rzadziej też pojawiała się w wiosce. Potrafiła przez tydzień nie wychodzić ze swej chaty. Nieraz w nocy słyszano wilki, które podeszły pod jej chatę i wyły do księżyca. A niektórzy wieśniacy przysięgali jak widzieli cygankę karmiącą bestie. W końcu uznano, że weszła ona w konszachty z diabłem, a może i sama została czarownicą.
Kolejnym zdziwieniem dla mieszkańców okazał się fakt, że pewnej niedzieli cyganka pojawiła się w kościele na nabożeństwie. Przychodziła co niedzielę, chociaż przez całe życie nigdy nie chodziła, a nawet nie była chrzczona. Spóźniała się jednak ciągle na msze. Pewnego niedzielnego poranka, gdy biegła do kościoła,

Copyright © 2014 Legendy Polskie , Blogger