CZARNA DAMA TWIERDZY OSOWIEC

CZARNA DAMA TWIERDZY OSOWIEC

Osadzona w malowniczym miejscu bagien biebrzańskich Twierdza Osowiec przyciąga co roku wielu turystów. Nie wszyscy jednak wiedzą, jak tragiczne zdarzenia miały tu miejsce. Wojsko, które ty stacjonowało w połowie XIX w miało za zadanie ochronę linii kolejowej na trasie od Białegostoku do Królewca.

To tutaj w 1915 roku niemcy użyli gazów bojowych- przyniosły one śmierć tysiącu Rosjan, którzy bronili fortu. Dezerterzy postawieni przed sądem polowym zeznawali, że w oparach śmiercionośnych widzieli postać kobiety w czarnej pelerynie, która dusiła obrońców fortecy. Czy to z przerażenia, umysł podsunął te wizje, czy Czarna Dama rzeczywiście pomagała Niemcom- nie wiadomo. 

Przed wojną żółnierze na ścianie Twierdzy odkryli jeszcze jedno zjawisko, a mianowicie na ścianie odkryto napis wykonany krwią "Chryste, daj wieczny odpoczynek duszy sługi Twojego”.
Jęki w tunelach słychać zaś po dziś dzień i mrożą krew w żyłach zwiedzających zabytek.


Korzystne naturalne usytuowanie terenu wokół Osowca – rozliczne rozlewiska, trzęsawiska i bagna rzeki Biebrzy skłoniły dowództwo wojsk carskich do rozpoczęcia budowy w latach 1882–1890 kompleksu obiektów o charakterze obronno-zaporowym. Twierdza Osowiec ma miano obiektu militarnego nie zdobytego w czasie walk.
ŹRÓDŁO CNOTY RYCERSKIEJ

ŹRÓDŁO CNOTY RYCERSKIEJ

Dziś Kromołów jest jedną z dzielnic Zawiercia, lecz niegdyś było to niewielkie miasteczko na granicy jury krakowsko-częstochowskiej. Jest w nim mała kapliczka, która stoi na skrzyżowaniu dróg prowadzących do Kielc, Częstochowy i Siewierza, z niej wypływa małe źródełko o niezwykłej historii.
Otóż jak głosi legenda w miejscu tym niegdyś wartę pełniono i strzeżono granic królestwa na wypadek napaści nieprzyjaciół. Pewnego upalnego dnia stał na warcie młody rycerz o sercu śmiałym i pobożnym. Zbroja jego lśniła w promieniach słonecznych. Gorąc był wielki, pot lał się z rycerza i nigdzie nie było kropli wody, którą ochłodzić by się mógł. Honor nie pozwalał mu zejść z posterunku, więc stał godzin wiele. Mimo ogromnego hartu ducha, siły przyrody okazały się silniejsze i młodzieniec zemdlał w upale.
Nikt nie wie ile czasu leżał bez świadomości i co się wówczas działo, dość, że obudziło go kapanie wody, wprost na czoło... Gdy podniósł głowę zobaczył skałę, z której szczeliny wypływało źródełko.
W tym miejscu dobry rycerz kapliczkę postawił, a woda z niej wypływa po dziś dzień.


Kaplica pod wezwaniem św. Jana Nepomucena, o której mówi legenda pochodzi z 1803 została postawiona nad wypływającym w tym miejscu głównym źródłem Warty. Drugie z głównych źródeł wypływa 300 m dalej w pobliżu szkoły.
MASZKARON

MASZKARON

Znad okien zamku we wszystkie strony patrzą kamienne twarze. Wszystkie wyrażają rozmaite nastroje i uczucia - gniewają się, śmieją, kpią i grożą, wszystkie wywołują w patrzących przerażające odczucia. Ogółem tych twarzy jest 197. Lud je nazywa ,,diabelskimi maszkarami" i o ich powstaniu krążą rozmaite opowieści. Oto jedna z nich:
Zamek książęcy był prawie gotowy, brakowało jeszcze tylko ozdób zewnętrznych. Nadzwyczaj wybitny mistrz murarski przyrzekł Wallensteinowi, że wykona coś nadzwyczajnego.
Mistrz łamał sobie głowę, jak oryginalnie ożywić zamkowe mury. Myślał o bohaterach i aniołach, ale nic nie wychodziło. W końcu odezwał się ,,A choćbym duszę diabłu zapisał, zrobiłbym to, gdyby mi on podsunął dobrą myśl". Nagle poczuł, że ktoś go trąca w ramię. Obejrzał się i zobaczył przed sobą wędrownego artystę. ,,Ja ci pomogę" - odezwał się nieznajomy. Mistrz, lustrując przybysza od stóp do głowy, z niedowierzaniem spytał: ,,Ty możesz mi pomóc - A kim ty jesteś?" ,,Jestem tym, który uczynił wielkim budowniczego tego zamku" - odpowiedział nieznajomy. Następnie zbliżył się do mistrza, a ten z przerażeniem spostrzegł, że u prawej nogi nieznajomego zamiast stopy jest kopyto końskie. Przebiegł go zimny dreszcz - oto sam diabeł stał przed nim.
- ,,Zawołałeś mnie i jestem tu po to, aby ci pomóc" - zaczął. ,,Że to potrafię, w to już nie wątpisz. Podam ci myśl, która ucieszy twego księcia pana".- ,,A co żądasz za swoją przysługę?" ,,Sam już wymieniłeś cenę, dla mnie jest tylko jedna zapłata - dusza, którą mi dasz w zastaw". ,,Twój książę pan mnie szanuje, będzie się cieszył, gdy wszędzie na zamku zobaczy mój wizerunek. Masz tworzyć diabła i jego nastroje, które zdradza moja twarz, a twarze diabła niech będą ozdobą tego zamku".
Mistrz chciwie podchwycił tę myśl. Zaraz wyrzeźbił szyderczo triumfującą twarz diabła. Diabeł ciągle wracał i okazywał mu inną twarz. Tak powstały maszkary, jedna za drugą, wszystkie się od siebie różniące. Pomocnicy mistrza dziwili się jego niewyczerpanej fantazji. Nie wiedzieli, co się stało.
Mistrz wykonał już 99 twarzy i głowił się nad setną. Ta maska miała zdobić główne wejście do zamku i być najbardziej atrakcyjną ze wszystkich wykonanych dotychczas masek.
O jej wygląd mistrz długo kłócił się z diabłem. W końcu skończyła się cierpliwość mistrza i krzyknął na diabła ,,Pokaż mi swoją całkowitą brzydotę, choćby oznaczało to dla mnie wyrok śmierci!" Nagle niebo zachmurzyło się, zaległa ciemność. Potężny piorun przeszył chmury, a po nim rozległ się przerażający grzmot. Mistrz pobladł i mocno się wystraszył. Między chmurami zobaczył czerwony błysk, a w nim - nieopisanie odrażające rysy twarzy, tak straszne, że mimo woli zrobił krok w tył, stracił równowagę i runął z rusztowania. Upadając obrócił się dwa razy i spadł z taką siłą na ziemię, że złamał sobie kark. Zobaczył prawdziwe oblicze diabła. Diabeł wygrał, a inny mistrz musiał dokończyć dzieło rozpoczęte przez diabelskiego rzeźbiarza. Kto dziś ogląda te maszkary na elewacji żagańskiego pałacu, jest gotów uwierzyć, że przy ich tworzeniu działały złe moce.


Legenda ta pochodzi ze strony: radamiasta.zagan.pl Zapraszam
Powstała około XIX wieku.

/

DIABEŁ I KOSMA

DIABEŁ I KOSMA


Dziewczyna o imieniu Kosma i jej stary ojciec Maciej przeżyli rodzinną tragedię, gdyż nocą spłonął im cały dobytek, dom wraz z kuźnią. Kuźnia była ich źródłem utrzymania. Tragedią tą jaka ich spotkała są zrozpaczeni i załamani. Próbuje to wykorzystać diabeł w celu zdobycia ich dusz. Namawia starego Macieja i jego córkę do podpisania cyrografu w zamian za worek dukatów. Diabeł daje Maciejowi kilka dni do podjęcia ostatecznej decyzji. Jednak jest przekonany o swoim zwycięstwie nad człowiekiem. Zaprasza starego kowala i jego córkę do karczmy na zabawę. Tam diablik próbuje poprosić dziewczynę do tańca. Ta jednak rezolutnie odpowiada mu, że nie jest do tańca odpowiednio ubrana. Nie ma sukni i bucików. Diabeł prosi, więc pająki o utkanie cienkiej sukienki z kropel rosy, a sowę o uszycie bucików z koralików jarzębiny i przynosi dziewczynie gotowe ubranie. Następnie ponownie prosi ją do tańca. Ta jednak odpowiada mu, że ma twarz pobrudzoną przez sadzę i dym. Chciałaby umyć się w źródlanej wodzie. Jednak do przyniesienia wody wręcza diablikowi durszlak. Do północy diabeł nie zdołał spełnić życzenia dziewczyny, nie przyniósł jej wody.

Z takiego obrotu sprawy Kosma, była bardzo rada, gdyż taniec z diabłem był dla niej poniżający. Kusiciel jednak pamiętał o rozmowie i obietnicy starego Macieja, co do podpisania cyrografu. Kowal jeszcze przed podpisaniem dokumentu zażyczył sobie od diabła za swoją rogatą duszę, tyle pieniędzy, ile zmieści się w piaście koła. Koło przesunął nad otwór w piwnicy w momencie, gdy diablik udał się do piekła po złoto. Nie zauważył podstępu starego człowieka. Kilkakrotnie napełniał złotem piastę koła, jednak pieniądze wpadały w otchłań piwnicy.


Za swoją naiwność i głupotę diablik został surowo ukarany przez swoich przełożonych. Mądry Maciej i Kosma przechytrzyli w ten sposób młodego diablika.



Opowieść pochodzi ze strony http://www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r093/legendy.htm autorzy: Karolina Krzypkowska, Joanna Wasilewska
SKARB POD KRZYŻEM

SKARB POD KRZYŻEM

Historię tą opowiadał wielokrotnie mój dziadek, gdy jeszcze byłam małą dziewczynką. A działo się to tuż przed samą wojną... w okolicy mieszkała rodzina, której mieszkańcy postanowili uciec przed nadciągającym wojskiem i skryć się gdzieś daleko. I tyle o nich wiadomo. W wieczór przed opuszczeniem domu spakowali swój dobytek, było jednak tego tak wiele, że nie sposób było uciec ze wszystkim, podjęli więc decyzję, że skarby swoje zakopią i to w możliwie najbezpieczniejszym miejscu... pod krzyżem, który stał przy wjeździe do wioski. Pod osłoną nocy, ojciec i najstarszy syn z łopatami zakopali wielką skrzynię wypełnioną... nie wiemy czym. Wyjechali i nigdy już nie wrócili w to miejsce, może zginęli, a może ułożyli sobie nowe życie w innym miejscu- nie wiemy. Ale wiadomo jest, że skarb po dziś dzień leży zakopany pod krzyżem, poznać to można, gdyż ziemia w tym miejscu ugina się wyraźnie.


Krzyż stoi na niewielkiej górce przed wsią Gołasze Mościckie w parafii Kulesze Kościelne, woj. podlaskie
O DZIELNYM DZIKU

O DZIELNYM DZIKU


Miasto Łęczna założone zostało w pośrodku gęstej puszczy, pełnej zwierza wszelakiego. Mieszkańcy mogli więc się cieszyć z darów lasu, lecz i wiele niedogodności przez to ich spotykało. W lasach kryli się zbójcy, którzy na podróżnych napadali, ale też zwierzęta niebiezpieczne dla podróżujących, a z nich najgroźniejsze były wilki. Jednego roku zima przyszła tak sroga, że nie tylko na tych co nieopatrznie podróżowali napadały, ale też pożywienia w zagrodach ludzkich szukały. Wykradały więc prosięta, owce i ptactwo domowe uciążliwym będąc. Kilka razy też w środku Łęcznej ludność zaatakowały. Tak być nie mogło. Zaczęły się polowania, w czasie jednego z nich przyniesiono do miasta rannego dziczka. Zbyt mały był, aby można się nim było posilić. Opatrzono więc rannego i postanowiono go utuczyć. Dzik rósł w oczach i ujmował za serca mieszkańców sztuczki różnorakie wyczyniając. Stał się więc ulubieńcem mieszkańców. Pewnej nocy, gdy wszyscy spali snem głębokim, pożar wybuchł w zagrodzie. Dzik, wybiegł na środek miasta i raban uczynił budząc śpiących. Pożar wnet ugaszono. Otąd dzielny dzik został bohaterem miasta i od tej pory w herbie go umieszczono, na znak wdzięczności za uratowanie dobytku i życia.


Herb miasta przedstawia czarnego dzika na czerwonym tle.
GÓRA BONY

GÓRA BONY

góra BonyWśród nieprzeniknionych puszcz i lasów pełnych dzikich zwierząt i różnego ptactwa, na wzgórzu wznoszącym się nad brzegiem Narwi koło Starej Łomży stał niegdyś warowny zamek. Król umierając zostawił ów swej żonie. Przybyła ona do Polski z dalekich krain, była podstępna i zła. Lud nie kochał królowej i zażądał, by zrzekła się władzy. Królowa rozgniewała się za to bardzo i postanowiła wrócić do swego kraju za siedem gór i siedem rzek. Gdy najstarsza córka nie chciała wracać razem z nią, wyklęła ją oraz zamek, który zapadł się pod ziemię ze wszystkimi swoimi skarbami. Nikt nie mógł odrzucić kamienia, który leżał przy wejściu do podziemia. Strzegły go złe moce, którymi władała królowa. Pewnego razu młody, szlachetny rycerz, który wiele słyszał o zamku i królewnie z opowieści postanowił ją oswobodzić. Nie pragnął bogactw i dzięki czystemu sercu zdołał odrzucić kamień i wszedł do lochów. Znalazł śpiącą królewnę, wyniósł ją i złożył na wonnej trawie. Królewna ożyła i z wdzięcznością spojrzała na swego wybawcę. Lecz młodzianowi
MNICH NAD MORSKIM OKIEM

MNICH NAD MORSKIM OKIEM

Morskie Oko
Wysoko w Tatrach w Czerwonym Klasztorze żył mnich, który nosił imię Cyprian. Mnich modlił się żarliwie na ośnieżone szczyty spoglądając i marzył by wzbić się wysoko ponad ich wierzchołki. Razu pewnego maszynę więc zbudował, która miała mu w tym pomóc. W przed dzień lotu sen miał niezwykły, śniła mu się oto piękna dziewczyna, stojąca nad jeziorem i machająca do Cypriana, aby ten się zbliżył. Gdy rano obudził się w tej celi, postanowił, że poleci w miejsce ze snu, które znał doskonale.
Po porannej uczcie przeor go zawołał i rzekł: -Gdyby Pan Bóg chciał żebyśmy latali jak ptaki, to byśmy skrzydła mieli, nie postępuj wbrew woli Pana, porzuć swe zamiary, odegnaj złe moce, które Cię kuszą.
Lecz pokusa i wizja były zbyt mocne, by mnich cofnął się przed czynem. W południe usadowił się wygodnie w maszynie, którą na szczyt góry zaciągnął, uruchomił silnik i poleciał.
Leciał w kierunku Morskiego Oka. Niestety pogoda w górach zmienną jest niespodzianie. I gdy był już bardzo blisko czarne chmury otoczyły go znienacka. Już miał lądować nad brzegiem wody, gdzie diabeł pod postacią pięknej dziewczyny czekał na niego, gdy wtedy Bóg zesłał piorun, który uderzył w pyszałka. Ten rozbił się o skałę, która od tej pory MNICHem jest nazywana, ze względu na owe zdarzenie, jak i jej podobieństwo do zakonnego kaptura.

Szczyt o wysokości 2068 m. n.p.m. w dolinie Rybiego Potoku. Stanowi jeden z najbardziej charakterystycznych elementów otoczenia Morskiego Oka.
Copyright © 2014 Legendy Polskie , Blogger